Aktualnie jesteś na niepełnej wersji portalu, aby zobaczyć wszystkie treści ZALOGUJ SIĘ lub ZAREJESTRUJ

Papież Franciszek katechezy o Kościele.

utworzył: Krzysztof Maciejewski
Łucja Agnieszka
Dzisiejsza katecheza papieża Franciszka
16 Listopad
Bartłomiej
Do odwiedzania i pomagania chorym oraz okazywania bliskości więźniom zachęcił papież podczas dzisiejszej audiencji ogólnej.
 
Tekst katechezy:
https://ekai.pl/wydarzenia/x104991/ojciec-swiety-zacheca-do-odwiedzania-chorych-i-wiezniow/
9 Listopad
Ewa
Papież FranciszekKiedy milczenie staje się współwinąOrędzie na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy 2016 r.
Drodzy Bracia i Siostry!

W bulli ogłaszającej Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia przypomniałem, że «są chwile, w których jeszcze mocniej jesteśmy wzywani, aby utkwić wzrok w miłosierdziu, byśmy sami stali się skutecznym znakiem działania Ojca» (Misericordiae Vultus, 3). Miłość Boga pragnie dotrzeć do wszystkich i do każdego człowieka, i przekształcić tych, którzy przyjmują uścisk Ojca, w otwierające się i obejmujące ramiona, by każdy wiedział, że jest kochany jak dziecko, i czuł się «u siebie» w jednej rodzinie ludzkiej. W ten sposób Bóg otacza swą ojcowską troską wszystkich ludzi, jak pasterz swoją owczarnię, ale jest szczególnie wrażliwy na potrzeby owcy zranionej, zmęczonej lub chorej. Jezus Chrystus mówił nam tak o Ojcu, chcąc ukazać, że On pochyla się nad każdym człowiekiem zranionym przez nędzę fizyczną lub moralną, a im bardziej pogarsza się jego sytuacja, tym bardziej ujawnia się skuteczność Bożego miłosierdzia.

W dzisiejszych czasach ruchy migracyjne wciąż nasilają się we wszystkich obszarach naszej planety; uchodźcy i osoby uciekające ze swojej ojczyzny są wyzwaniem dla jednostek i społeczeństw, gdyż kwestionują ich tradycyjny sposób życia, a niekiedy zaburzają horyzont kulturowy i społeczny, z którym się stykają. Coraz częściej ofiary przemocy i ubóstwa, opuszczające swoje strony rodzinne, doznają zniewag ze strony handlarzy ludźmi w drodze do marzeń o lepszej przyszłości. Nawet jeżeli uda im się przeżyć nadużycia i przeciwności, muszą potem liczyć się z rzeczywistością, w której gnieżdżą się podejrzenia i obawy. Na koniec nierzadko spotykają się z brakiem jasnych i skutecznych przepisów prawnych, regulujących przyjmowanie oraz zapewniających krótko- lub długoterminowe formy integracji, z uwzględnieniem praw i obowiązków wszystkich. Dzisiaj bardziej niż w minionych czasach Ewangelia miłosierdzia porusza sumienia, nie pozwala przyzwyczajać się do cierpienia innych i wskazuje drogi odpowiedzi, zakorzenione w teologalnych cnotach wiary, nadziei i miłości, wyrażające się w uczynkach miłosierdzia względem duszy i ciała.

Wychodząc od tego stwierdzenia chciałem, aby Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy w 2016 r. był poświęcony tematowi: «Migranci i uchodźcy są dla nas wyzwaniem. Odpowiedź daje Ewangelia miłosierdzia». Ruchy migracyjne stały się już rzeczywistością o konkretnych strukturach, i pierwsza sprawa, jaka się narzuca, dotyczy umiejętności przejścia od fazy doraźnego działania do etapu tworzenia programów uwzględniających przyczyny migracji, zmiany, do których migracje prowadzą, i konsekwencje, które nadają nowe oblicza społeczeństwom i narodom. Jednak każdego dnia dramatyczne historie milionów mężczyzn i kobiet są wyzwaniem dla wspólnoty międzynarodowej w obliczu pojawiających się w wielu regionach świata niedopuszczalnych kryzysów humanitarnych. Obojętność i milczenie otwierają drogę do współwiny, kiedy przyglądamy się biernie, jak ludzie giną przez uduszenie, z głodu, na skutek przemocy i zatonięć. Zawsze są to tragedie, o mniejszych lub większych rozmiarach, kiedy ginie choćby jedno życie ludzkie.

Migranci są naszymi braćmi i siostrami poszukującymi lepszego życia, z dala od ubóstwa, głodu, wyzysku i niesprawiedliwego podziału zasobów planety, które powinny być rozdzielone równo między wszystkich ludzi. Czyż nie jest pragnieniem każdego poprawienie swoich warunków życiowych i osiągnięcie uczciwego i słusznego dobrobytu, który by mógł dzielić ze swoimi bliskimi?

W obecnym momencie historii ludzkości, mocno naznaczonym migracjami, kwestia tożsamości nie jest sprawą drugorzędną. Ponieważ każdy, kto emigruje, jest zmuszony zmienić niektóre aspekty określające jego osobę i, nawet jeżeli tego nie chce, powoduje zmiany także u tego, kto go przyjmuje. Jak przeżywać te zmiany, aby nie stały się one przeszkodą na drodze do prawdziwego rozwoju, ale były okazją do autentycznego ludzkiego, społecznego i duchowego rozwoju, przy poszanowaniu i promowaniu tych wartości, które czynią człowieka coraz bardziej człowiekiem we właściwej relacji z Bogiem, z innymi i ze stworzeniem?

Faktycznie, obecność migrantów i uchodźców staje się poważnym wyzwaniem dla wielu społeczeństw, które ich przyjmują. Muszą one stawiać czoło nowym realiom, które mogą okazać się niewygodne, jeśli nie będą należycie umotywowane, zorganizowane i regulowane. Jak to zrobić, by integracja stała się wzajemnym ubogacaniem, by otwierała pozytywne drogi przed wspólnotami i zapobiegała ryzyku dyskryminacji, rasizmu, skrajnego nacjonalizmu lub ksenofobii?

Objawienie biblijne zachęca do przyjęcia obcokrajowca, uzasadniając to zapewnieniem, że tak czyniąc, otwiera się drzwi Bogu, a w obliczu drugiej osoby objawiają się rysy twarzy Jezusa Chrystusa. Wiele organizacji, stowarzyszeń, ruchów, zaangażowanych grup, instytucji diecezjalnych, krajowych i międzynarodowych doświadcza zdumienia i radości ze święta spotkania, z wymiany i solidarności. Oni rozpoznali głos Jezusa Chrystusa: «Oto stoję u drzwi i kołaczę» (Ap 3, 20). Niemniej jednak nieustannie mnożą się także dyskusje na temat warunków i ograniczeń, jakie trzeba postawić gościnności, nie tylko w polityce państw, ale także w niektórych wspólnotach parafialnych, które widzą zagrożony tradycyjny spokój.

Czy Kościół w obliczu tych problemów może działać inaczej, niż wzorując się na przykładzie i słowach Jezusa Chrystusa? Odpowiedzią Ewangelii jest miłosierdzie.

Po pierwsze miłosierdzie jest darem Boga Ojca, objawionym w Synu: miłosierdzie otrzymane od Boga budzi bowiem uczucia radosnej wdzięczności za nadzieję, która płynie z misterium odkupienia we krwi Chrystusa. Następnie karmi ona i umacnia solidarność wobec bliźniego jako potrzebę dania odpowiedzi na darmową miłość Boga, która «rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego» (Rz 5, 5). Zresztą, każdy z nas jest odpowiedzialny za swojego bliźniego: jesteśmy stróżami naszych braci i sióstr, niezależnie od tego, gdzie żyją. Troska o dobre relacje osobiste i zdolność do przezwyciężania uprzedzeń i lęków są istotnymi czynnikami w pielęgnowaniu kultury spotkania, w której jest się gotowym nie tylko dawać, ale również przyjmować od innych. Gościnność bowiem polega na dawaniu i przyjmowaniu.

W tej perspektywie ważne jest, aby patrzeć na migrantów nie tylko z punktu widzenia ich regularnego lub nieregularnego statusu, ale przede wszystkim jako na osoby, które — przy poszanowaniu ich godności — mogą przyczynić się do dobrobytu i rozwoju wszystkich, zwłaszcza gdy odpowiedzialnie przyjmują na siebie obowiązki względem tych, którzy ich przyjmują, z wdzięcznością szanują dziedzictwo materialne i duchowe kraju przyjmującego, są posłuszni jego prawom i uczestniczą w kosztach. Nie można jednak ograniczać migracji tylko do wymiarów politycznych i prawnych, do konsekwencji ekonomicznych i zwykłego współistnienia różnych kultur na tym samym terytorium. Są to aspekty uzupełniające ochronę i promocję osoby ludzkiej, kulturę spotkania narodów i jedności, gdzie Ewangelia miłosierdzia inspiruje i zachęca do podejmowania działań zdolnych odnawiać i przekształcać całą ludzkość.

Kościół wspiera wszystkich tych, którzy stają w obronie praw każdego człowieka do godnego życia, realizując w pierwszym rzędzie prawo do nieemigrowania, aby przyczyniać się do rozwoju kraju pochodzenia. Proces ten powinien objąć na pierwszym miejscu konieczność pomocy krajom, z których pochodzą migranci i uchodźcy. To potwierdza, że solidarność, współpraca, wzajemna zależność międzynarodowa i sprawiedliwy podział dóbr ziemi są podstawowymi elementami głębokiego i skutecznego działania, przede wszystkim w regionach, skąd napływają migranci, aby ustały te dysproporcje, które skłaniają ludzi do indywidualnego lub zbiorowego opuszczania własnego środowiska naturalnego i kulturowego. W każdym razie należy zapobiegać, możliwie już w zarodku, ucieczkom uchodźców i masowym migracjom, powodowanym przez ubóstwo, przemoc i prześladowania.

W tej kwestii opinia publiczna powinna być należycie informowana, również aby zapobiec nieuzasadnionym obawom i spekulacjom na temat migrantów.

Nikt nie może udawać, że nie dotyczą go wyzwania, jakimi są nowe formy niewolnictwa, stosowanego przez organizacje przestępcze, które sprzedają i kupują mężczyzn, kobiety i dzieci jako przymusowych pracowników w budownictwie, rolnictwie, rybołówstwie lub w innych dziedzinach rynku. Ileż nieletnich nadal zmuszanych jest do wstępowania do zbrojnych ugrupowań, które robią z nich dzieci-żołnierzy! Jak wiele osób pada ofiarą handlu organami, przymusowego żebractwa i wykorzystywania seksualnego! Od tych wynaturzonych przestępstw uciekają uchodźcy naszych czasów, którzy zwracają się do Kościoła i wspólnoty ludzkiej z nadzieją, że i oni dzięki wyciągniętym rękom osób ich przyjmujących będą mogli zobaczyć oblicze Pana, którym jest «Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy» (2 Kor 1, 3).

Drodzy bracia i siostry migranci i uchodźcy! U korzeni Ewangelii miłosierdzia spotkanie i przyjęcie bliźniego łączą się ze spotkaniem i przyjęciem Boga: przyjęcie bliźniego to przyjęcie samego Boga! Nie pozwólcie ukraść sobie nadziei i radości życia, które wypływają z doświadczenia miłosierdzia Boga objawiającego się w osobach, które spotykacie na waszych drogach! Zawierzam was Dziewicy Maryi, Matce migrantów i uchodźców, i św. Józefowi, którzy zakosztowali goryczy emigracji w Egipcie. Powierzam ich wstawiennictwu również tych, którzy poświęcają siły, czas i środki na posługę zarówno duszpasterską, jak i społeczną na rzecz migracji. Wszystkim udzielam z serca Apostolskiego Błogosławieństwa.

Watykan, 12 września 2015 r., wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi

Papie Franciszek



http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/franciszek_i/przemowienia/migranci2016_12092015.html

20 Czerwiec
Ewa
Jedno pytanie przychodzi mi do głowy: Co się z nami dzieje?

Wielki polski hejt na papieża Franciszka. Zobacz szokujące wpisy internautów

Wielka Polska Katolicka? Na pewno nie na profilu Mariana Kowalskiego na Facebooku.

Pamiętacie jeszcze pół kulturystę, pół polityka Mariana Kowalskiego? Wyobrażacie sobie, że ten jegomość startował w wyborach na prezydenta tego kraju? Na szczęście oszałamiającego wyniku nie zdobył, ale nawet te 77 tysięcy głosów (0.5%) może dziwić.


Jacy ludzie głosowali na tego kandydata? Jeśli ci sami, którzy teraz lubią jego profil na Facebooku, to nie ma się czym pochwalić. Pod jednym ze swoich wpisów, gdzie ex-polityk ustawił swój nastrój jako "wkurzony na Papieża Fraciszka" z jego elektoratu popłynęła wielka fala narodowego hejtu.

To dziwne uczucie, kiedy w kraju tak broniącym swojej chrześcijańskiej tradycji odnajduje się tylu ludzi piszących... sorry, ale właściwie nie mamy prawie żadnego cenzuralnego przykładu do zacytowania. Te, które zamieszczamy poniżej, zebrał Bartek Przybyszewski (na Facebooku prowadzi profil Bardzo Złe Filmy), dodając ciekawy komentarz:

- Wyobraźcie sobie, że 10 lat temu przychodzi do Was ktoś z 2016 roku i Wam mówi, że nadejdą takie czasy, że na dwa miesiące przed przyjazdem papieża do Polski ludzie będą mu życzyć śmierci, gwałtu, stosu i stryczka, będą go chcieli bić, obalać i zakazywać wjazdu do kraju – pisze Przybyszewski.


Jeśli ktoś chce poczytać co tam napisali kilka komentarzy znajdziecie tutaj:

http://noizz.pl/spoleczenstwo/wielki-polski-hejt-na-papieza-franciszka-zobacz-szokujace-wpisy-intern...
2 Czerwiec
Ewa


To Duch Święty jest motorem Kościołahttpwwwdeonplgfxdeonpldefaultaktualnosci18612121d1218170656png

Papież Franciszek udzielił francuskiemu dziennikowi "La Croix" trwającego ponad godzinę wywiadu, który miał miejsce na Watykanie, w Domu św. Marty, w poniedziałek 9 maja. Poruszono wiele wątków: temat chrześcijańskich korzeni Europy, migracji, islamu, świeckości, jego wizji Francji czy temat skandali związanych z pedofilią.

 

W swoich wystąpieniach o Europie, odnosiłeś się Ojcze Święty do "korzeni" kontynentu, nigdy nie opisując ich jako chrześcijańskich. Definiowałeś raczej "tożsamość europejską" jako "dynamiczną i wielokulturową". Czy zatem w Twojej, Ojcze Święty, opinii wyrażenie "korzenie chrześcijańskie" jest nieodpowiednie w odniesieniu do Europy?

 

Powinniśmy mówić o korzeniach w liczbie mnogiej, ponieważ jest ich tak wiele. Dlatego gdy słyszę, że mówi się o chrześcijańskich korzeniach Europy, obawiam się czasem tonu wypowiedzi, który mógłby wydać się triumfalistyczny lub nawet mściwy. Mielibyśmy wówczas do czynienia z kolonializmem. Jan Paweł II mówił na ten temat w sposób zrównoważony. Tak, Europa ma chrześcijańskie korzenie i chrześcijańską odpowiedzialnością jest te korzenie nawadniać, ale musi to dokonywać się w duchu służby, jak to się dzieje w geście umywania nóg. Obowiązkiem chrześcijaństwa wobec Europy jest służba. Uczy nas tego Erich Przywara, wielki mistrz Romano Guardiniego i Hansa Urs von Balthasara: wkładem chrześcijaństwa do kultury jest Chrystus umywający stopy, to znaczy służba i dar życia. To nie może być wkład kolonizujący.

 

16 kwietnia wykonałeś Ojcze Święty bardzo znaczący gest, zabierając ze sobą uchodźców z Lesbos do Rzymu. Czy jednak Europa ma zdolność do przyjęcia tak wielu imigrantów?

 

To słuszne i odpowiedzialne pytanie, ponieważ nie można otwierać szeroko bram w sposób nieracjonalny. Zasadniczym pytaniem, jakie należy jednak sobie postawić, jest: dlaczego mamy dziś tak wielu migrantów? Kiedy trzy lata temu pojechałem na Lampedusę, to zjawisko już się zaczęło. Problemem wyjściowym są wojny na Bliskim Wschodzie i w Afryce oraz niedorozwój kontynentu afrykańskiego, który jest przyczyną głodu. Jeśli istnieją wojny, to dlatego, że istnieją producenci broni - co można usprawiedliwiać względami obronnymi - a przede wszystkim handlarze bronią. Jeśli utrzymuje się tak wielkie bezrobocie, to z powodu braku inwestycji, które zapewniłyby pracę, której Afryka tak bardzo potrzebuje. To rodzi pytanie o szerszą kwestię, jaką jest światowy system ekonomiczny, który popadł w bałwochwalstwo pieniądza. Ponad 80 proc. bogactw ludzkości jest w rękach około 16 proc. populacji. Całkowicie wolny rynek nie funkcjonuje. Rynek sam w sobie jest dobrą rzeczą, ale potrzebuje jako punktu oparcia trzeciej strony - państwa, by go monitorowano i równoważono. Nazywamy to społeczną ekonomią rynkową.

 

Wracając do kwestii migrantów. Najgorszą formą ich przyjęcia jest ich gettoizacja [umieszczanie w getto - red.], gdy tymczasem potrzebna jest integracja. W Brukseli terrorystami byli Belgowie, dzieci migrantów, ale dorastający w getcie. W Londynie nowy burmistrz [Sadiq Khan, syn muzułmańskich Pakistańczyków - red.] złożył przysięgę w katedrze i bez wątpienia będzie przyjęty przez królową. Wskazuje to Europie wagę odnalezienia na nowo jej zdolności do integracji. Myślę tu o Grzegorzu Wielkim [papieżu w latach 590-604 - red.], który negocjował z tymi, których nazywano barbarzyńcami, a którzy w późniejszym czasie się zintegrowali. Ta integracja jest tym bardziej konieczna, że Europa w wyniku egoistycznego poszukiwania dobrobytu ma dziś wielki problem ze spadkiem liczby urodzeń. Kryzys demograficzny wzrasta. We Francji, w każdym razie, dzięki polityce prorodzinnej ta tendencja jest wyciszona.

 

Obawa przed przyjmowaniem imigrantów jest częściowo spowodowana strachem przed islamem. Czy zdaniem Ojca Świętego lęk, jaki wzbudza ta religia w Europie jest uzasadniony?

 

Nie sądzę, abyśmy mieli do czynienia z lękiem przed islamem jako takim, jest to raczej lęk przed Państwem Islamskim i jego wojennymi podbojami, które częściowo opierają się na islamie. To prawda, że idea podboju przynależy do duszy islamu. Ale w kategoriach tej samej idei podboju można by również interpretować zakończenie Ewangelii według św. Mateusza, gdzie Jezus wysyła swoich uczniów do wszystkich narodów.

 

W obliczu islamskiego terroryzmu, z jakim dziś mamy do czynienia, należałoby zadać sobie pytanie o sposób, w jaki eksportowano zbyt zachodni model demokracji do krajów o silnej władzy, takich jak Irak czy Libia z jej strukturą plemienną. Nie można pójść do przodu, nie biorąc pod uwagę tej kultury. Jak to powiedział jakiś czas temu pewien Libijczyk: "Dawniej mieliśmy jednego Kaddafiego, teraz mamy ich pięćdziesięciu!". W gruncie rzeczy współistnienie chrześcijan i muzułmanów jest możliwe. Pochodzę z kraju, który wyznawcy obu religii współzamieszkują, pozostając w dobrych stosunkach. Muzułmanie czczą tam Maryję i św. Jerzego. Opowiadano mi, że z racji Jubileuszowego Roku Miłosierdzia w jednym z państw afrykańskich muzułmanie stają w długiej kolejce do katedry, aby przejść przez Drzwi Święte i pomodlić się do Maryi Dziewicy. Przed wybuchem wojny, w Afryce Środkowej chrześcijanie i muzułmanie żyli razem i dziś muszą ponownie się tego nauczyć. Przykład Libanu również pokazuje, że jest to możliwe.

 

Znaczenie islamu w dzisiejszej Francji, jak i chrześcijańskie historycznie fundamenty tego kraju rodzą nawracające pytania o miejsce religii w przestrzeni publicznej. Jaka jest według Ojca Świętego dobra świeckość?

 

Państwo powinno być laickie. Państwa wyznaniowe źle kończą. To sprzeczne z historią. Myślę, że świeckość, której towarzyszy rzetelne prawo zapewniające wolność religijną, zapewnia ramy dla dalszych poczynań. Jako dzieci Boga i z naszą godnością osobistą wszyscy jesteśmy równi. Ale każdy powinien mieć wolność uzewnętrzniania swojej własnej wiary. Jeśli muzułmańska kobieta chce nosić zasłonę, powinna móc ją nosić. To samo, jeśli katolik chce nosić krzyż. Powinno się mieć możliwość wyznawania swojej wiary nie obok, ale w obrębie kultury. Pod tym względem pozwoliłbym sobie na małą krytykę wobec Francji za jej przesadną świeckość. Wynika to ze sposobu postrzegania religii jako podkultury, a nie jako kultury pełnoprawnej. Obawiam się, że to podejście, które należy definiować przez pryzmat oświeceniowego dziedzictwa, się zachowało. Francja powinna zrobić krok naprzód w tej kwestii i zaakceptować fakt, że otwarcie się na transcendencję jest prawem dla wszystkich.

 

Pozostając przy kwestii laickości, jak katolicy powinni bronić swoich racji w tematach społecznych takich jak eutanazja czy małżeństwa jednej płci?

 

To w parlamencie należy dyskutować, argumentować, wyjaśniać, przywoływać do porządku. W ten sposób wzrasta społeczeństwo. Jednak kiedy dane prawo zostało już przyjęte, państwo powinno również szanować sumienia. W każdej strukturze prawnej powinien być obecny sprzeciw sumienia, bo to jest prawo człowieka. Także urzędnika państwowego, który jest osobą ludzką. Państwo musi również szanować krytykę. Na tym polega prawdziwa świeckość. Nie można odrzucać argumentów katolików stwierdzeniem: "Mówicie jak ksiądz". Nie, oni opierają się na myśli chrześcijańskiej, którą Francja w tak znakomity sposób rozwinęła.

 

Co znaczy dla Ojca Świętego Francja?

 

(po francusku) Najstarsza córka Kościoła… ale nie najwierniejsza! (śmiech).

 

W latach 50. mówiło się o Francji również: "Francja - kraj misyjny". W tym sensie jest ona terenem, który trzeba ewangelizować. Ale trzeba być sprawiedliwym wobec Francji. Jej Kościół posiada zdolność twórczą. Francja jest też ziemią wielkich świętych, wielkich myślicieli: Jeana Guittona, Maurice’a Blondela, Emmanuela Levinasa - który nie był katolikiem, Jacquesa Maritaina. Myślę tu również o głębi jej literatury.

 

Doceniam także wkład kultury francuskiej w duchowość jezuicką bardziej ascetycznego nurtu hiszpańskiego. Nurt francuski, który rozpoczął się za sprawą Pierre’a Favre’a nadaje jej innego smaczku, utrzymując wciąż jednak kładzenie nacisku na rozeznanie duchowe. To nurt z wielkimi postaciami życia duchowego: Louisem Lallemantem, Jean-Pierre’em de Caussade; wraz z wielkimi teologami francuskimi, którzy tak bardzo pomogli Towarzystwu Jezusowemu: Henrim de Lubac i Michelem de Certeau. Bardzo lubię tych dwu ostatnich: to dwóch kreatywnych jezuitów. Oto co, ogólnie rzecz ujmując, fascynuje mnie we Francji. Z jednej strony owa przesadna świeckość, dziedzictwo Rewolucji Francuskiej, i z drugiej - tak wielu wielkich świętych.

 

Którego z nich Ojciec Święty lubi najbardziej?

 

Świętą Teresę z Lisieux.

 

Obiecał Ojciec Święty przybyć do Francji. Kiedy taka wizyta byłaby możliwa?

 

Całkiem niedawno otrzymałem list z zaproszeniem od prezydenta François Hollande’a. Również konferencja episkopatu mnie zaprosiła. Nie wiem, kiedy będzie miała miejsce ta podróż, ponieważ w przyszłym roku odbędą się we Francji wybory, a jest praktyką Stolicy Apostolskiej, by nie przeprowadzać takich wizyt w podobnym czasie. W zeszłym roku pojawiło się kilka koncepcji dotyczących takiej podróży, która objąć miałaby wizytą Paryż i jego przedmieścia, Lourdes i jakieś miasto, do którego nie udał się żaden papież, na przykład Marsylię, która stanowi otwarte na świat drzwi.

 

Kościół we Francji przeżywa poważny kryzys powołań kapłańskich. Jak więc dziś funkcjonować przy takiej małej liczbie księży?

 

Historia Korei może posłużyć za przykład. Ten kraj był ewangelizowany przez misjonarzy przybyłych z Chin, którzy potem wrócili do siebie. Następnie przez dwa stulecia Koreę ewangelizowali świeccy. Jest to ziemia świętych i męczenników, która ma dziś silny Kościół. Księża niekoniecznie są potrzebni do ewangelizowania. Chrzest daje siłę do ewangelizacji. A otrzymany na chrzcie Duch Święty popycha do tego, by wyjść i nieść chrześcijańskie przesłanie z odwagą i cierpliwością.

 

To Duch Święty jest inicjatorem tego, co czyni Kościół, jest Jego motorem. Zbyt wielu chrześcijan tego nie wie. Z drugiej strony niebezpieczeństwem dla Kościoła jest klerykalizm. Jest to grzech "popełniany we dwoje", jak tango! Księża chcą klerykalizować świeckich, a świeccy dla wygody chcą być sklerykalizowani. Znałem w Buenos Aires wielu dobrych proboszczów, którzy widząc zdolnego świeckiego, natychmiast wołali: "Zróbmy go diakonem!". Nie, trzeba, żeby pozostał świeckim. Klerykalizm jest szczególnie widoczny w Ameryce Łacińskiej, a jeśli ludowa pobożność jest tam silna, to właśnie dlatego, że jest ona jedyną nieklerykalną inicjatywą świeckich. Pozostaje to niezrozumiałym dla kleru.

 

W Kościół we Francji, szczególnie Kościół lyoński, uderzyły ostatnio skandale pedofilskie, jakie wypłynęły z przeszłości. Co Kościół powinien zrobić w tej sytuacji?

 

To prawda, że nie jest łatwo ocenić fakty po upływie dziesięcioleci, w innym kontekście. Jednak na tym polu w Kościele nie może być mowy o przedawnieniu. W rezultacie tych nadużyć, ksiądz, którego powołaniem jest prowadzenie dziecka do Boga, niszczy je. Szerzy zło, urazę i ból. Jak powiedział Benedykt XVI, w takich przypadkach tolerancja powinna być zerowa.

 

Na podstawie informacji, które posiadam, wierzę, że kard. Barbarin [arcybiskup Lyonu, który w czasie gdy dochodziło do wykorzystywania nieletnich, nie był jeszcze metropolitą - red.) przedsięwziął wszystkie konieczne środki i że poprowadził tę sprawę jak należy. Jest odważny, twórczy, to misjonarz. Trzeba poczekać na wynik postępowania prowadzonego przez wymiar sprawiedliwości.

 

Czy to oznacza, że kard. Barbarin nie musi składać rezygnacji?

 

Nie, byłoby to pewną sprzecznością, nieroztropnością. Poczekajmy na zakończenie sprawy. Taka decyzja w tym momencie oznaczałaby przyznanie się do winy.

 

1 kwietnia przyjął Ojciec Święty bp. Bernarda Fellaya, przełożonego generalnego Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Czy rozważa się ponowne przyjęcie lefebrystów do Kościoła?

 

W Buenos Aires często z nimi rozmawiałem. Pozdrawiali mnie, na klęczkach prosili o błogosławieństwo. Mówili, że są katolikami. Oni kochają Kościół. Bp Fellay to człowiek, z którym można prowadzić dialog. Nie jest tak w przypadku wszystkich, z bp. Williamsonem, czy innymi, którzy się zradykalizowali. Tak jak mówiłem jeszcze w Argentynie, myślę, że są to katolicy na drodze do pełnej komunii. W czasie trwania tego Roku Miłosierdzia uznałem, że powinienem zezwolić ich spowiednikom rozgrzeszać z aborcji. Podziękowali mi za ten gest. Wcześniej Benedykt XVI, którego bardzo szanują, rozszerzył możliwość odprawiania Mszy św. w rycie trydenckim. Trwa dobry dialog i wykonujemy dobrą pracę.

 

Czy Ojciec Święty byłby gotów przyznać im status prałatury personalnej?

 

Byłoby to możliwe, ale najpierw musimy zawrzeć z nimi zasadnicze porozumienie. Sobór Watykański II ma swoją wartość. Powoli i cierpliwie posuwamy się do przodu.

 

Zwołał Ojciec Święty dwa synody poświęcone sprawom rodziny. Czy według Ojca Świętego zmieniły one Kościół?

 

Proces zmian rozpoczął się podczas konsystorza [w lutym 2014 r. - red.], wywołany przez kard. Kaspera, jeszcze przed nadzwyczajnym synodem w październiku tego samego roku, po którym nastąpił rok refleksji, a następnie zwyczajny synod. Myślę, że wyszliśmy z tego doświadczenia odmienieni. Nie wyłączając mnie. W posynodalnej adhortacji [Amoris laetitia z kwietnia br. - red.] starałem się okazać jak największy szacunek synodowi. Nie znajdziecie w niej uściśleń kanonicznych mówiących, co można czy powinno się robić albo nie. To łagodna, spokojna refleksja na temat piękna miłości, tego, jak wychowywać dzieci, jak przygotować się do małżeństwa. Podkreśla odpowiedzialność, której mogłaby towarzyszyć Papieska Rada ds. Świeckich, proponując konkretne wytyczne.

 

Oprócz tego procesu zmian musimy pomyśleć o prawdziwej synodalności, a przynajmniej o tym, co oznacza synodalność katolicka. Biskupi są cum Petro, sub Petro [z Piotrem i pod Piotrem - z następcą Piotra i pod jego wadzą - red.]. To odmienne od synodalności Kościołów prawosławnych czy greckokatolickich, gdzie głos patriarchy jest tylko jednym z wielu. Sobór Watykański II wskazał ideał synodalnej i episkopalnej jedności. Nadal powinien być on rozwijany, także na poziomie parafii, biorąc pod uwagę to, co jest przewidziane prawem. Istnieją parafie, w których nie ma ani rad duszpasterskich, ani ekonomicznych, mimo że taki obowiązek nakłada na nie prawo kanoniczne. Również na tym polu rozgrywa się kwestia synodalności.

 

http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,1212,to-duch-swiety-jest-motorem-kosciola.html





httpwwwdeonplgfxdeonpldefaultaktualnosci18612121d1218170656png
2 Czerwiec
Ewa
Bardzo fajne i trafne (moim zdaniem ) wskazówki Papieża, jak wybaczać, które można zastosowac nie tylko do tytułowych związków.

4 wskazówki papieża jak przebaczyć w związku
Przebaczenie nigdy nie jest łatwe. Ale jeśli tego nie zrobimy "urazy narastają i zakorzeniają się". Każdy błąd lub upadek bliskiej osoby może zniszczyć więź miłości. Zobacz, jak tego uniknąć i poznaj cztery cenne rady papieża Franciszka.

 

1. Spróbuj podjąć próbę zrozumienia

 

Jeśli pozwolimy, aby złe odczucia przeniknęły do naszego wnętrza, to czynimy miejsce dla urazy, która zagnieżdża się w sercu. Wyrażenie logizetai to kakon oznacza "uwzględnienie zła", "odnotowanie go", to znaczy chowanie urazów. Przeciwieństwem jest przebaczenie oparte na nastawieniu pozytywnym, próbującym zrozumieć słabość innych i starającym się szukać usprawiedliwienia dla drugiej osoby, podobnie jak Jezus, który powiedział: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23, 34). Często jednak mamy skłonność do szukania coraz więcej win, wyobrażania sobie coraz więcej niegodziwości, zakładania wszelkiego rodzaju złych intencji. W ten sposób urazy narastają i zakorzeniają się. Wówczas każdy błąd lub upadek współmałżonka może zniszczyć więź miłości i rodzinną stabilność. Problem polega na tym, że czasami przypisuje się wszystkiemu taką samą wagę, co grozi tym, że będziemy okrutni wobec wszelkiego błędu drugiej osoby. Słuszne domaganie się swoich praw zamienia się w uporczywą i stałą chęć odwetu, a nie w zdrową obronę swej godności.

 

2. Pamiętaj, że przebaczenie nie jest łatwe

 

Gdy zostaliśmy obrażeni lub rozczarowani, przebaczenie jest możliwe i pożądane, ale nikt nie mówi, że jest ono łatwe. Prawda jest taka, że "komunia rodzinna może być zachowana i doskonalona jedynie w wielkim duchu ofiary. Wymaga bowiem szlachetnej gotowości każdego i wszystkich do zrozumienia, tolerancji, przebaczenia i pojednania. Każda rodzina zdaje sobie sprawę, jak napięcia i konflikty, egoizm, niezgoda gwałtownie uderzają w tę komunię, a niekiedy śmiertelnie ją ranią. Stąd wielorakie i liczne formy rozbicia życia rodzinnego".

 

3. Najpierw musisz przebaczyć sobie

 

Dziś wiemy, że abyśmy mogli przebaczyć, trzeba przejść przez wyzwalające doświadczenie zrozumienia i wybaczenia sobie samym. Wiele razy nasze błędy lub krytyczne spojrzenie ludzi, których kochamy, spowodowały, że utraciliśmy miłość do samych siebie. Prowadzi to nas w końcu do wystrzegania się innych, uciekania od uczucia, napełniając się lękiem w relacjach międzyosobowych. Tak więc, możliwość obwiniania innych staje się fałszywą ulgą. Trzeba się modlić z naszą własną historią, zaakceptować siebie, umieć żyć z własnymi ograniczeniami, a także przebaczyć sobie, abyśmy mogli mieć tę samą postawę wobec innych.

4. Siła do przebaczenia wypływa z więzi z Bogiem

 

Ale to zakłada doświadczenie Bożego przebaczenia, usprawiedliwienia darmo danego, a nie ze względu na nasze zasługi. Zostaliśmy ogarnięci miłością uprzedzającą wszelkie nasze dzieło, która zawsze daje nowe szanse, promuje i pobudza. Jeśli zaakceptujemy, że Boża miłość jest bezwarunkowa, że miłości Ojca nie trzeba kupować lub za nią zapłacić, to możemy wówczas kochać ponad wszystko, przebaczać innym, nawet gdyby byli wobec nas niesprawiedliwi. W przeciwnym razie, nasze życie rodzinne nie będzie już miejscem zrozumienia, wsparcia i pobudzenia, ale miejscem stałego napięcia lub wzajemnego udręczenia.

 

*  *  *
 


http://www.deon.pl/religia/w-relacji/rodzina/art,96,4-wskazowki-papieza-jak-przebaczyc-w-zwiazku.htm...

20 Maj