Aktualnie jesteś na niepełnej wersji portalu, aby zobaczyć wszystkie treści ZALOGUJ SIĘ lub ZAREJESTRUJ

Świadectwa wiary

utworzył: Twoja Parafia
Zygmunt
http://niezalezna.pl/92416-nie-zyje-wiktor-wegrzyn-komandor-rajdow-katynskich

"Po długiej i ciężkiej chorobie w Chicago zmarł komandor Motocyklowych Rajdów Katyńskich Wiktor Węgrzyn" - pisze niezalezna.pl. Może ktoś zapyta, z jakich przyczyn informację tę udostępniam w grupie "Świadectwa wiary". Otóż życie śp. Wiktora Węgrzyna było od lat składanym takim właśnie świadectwem. Represjonowany w komunistycznej Polsce, jako emigrant zaangażował się w działalność Towarzystwa Krzewienia Nadziei, przyznającego nagrody zamieszkującym USA polskim patriotom. O patriotycznej działalności Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński wiedzą natomiast wszyscy zainteresowani. Zabrakło Człowieka zaangażowanego w pielęgnowanie tradycji narodowych i udzielanie pomocy Polakom na Wschodzie... Niech odpoczywa w Pokoju!
18 Styczeń
Michał

13. NOWENNA POMPEJAŃSKA  ZA OJCZYZNĘ

 

Zapraszam wszystkich, komu leżą na sercu sprawy Ojczyzny i jej bezpieczeństwa, do zgłoszenia się do uczestnictwa w tej kolejnej Nowennie (od 27 listopada 2016 do 19 stycznia 2017).  Poprzednie 12 Nowenn nie pozostały bez skutku: wygranie wyborów przez patriotów 24 maja i 25 października 2015,   i choć wybrańcy nie zawsze stali na wysokości zadania, ale i tak są zdecydowanie lepsze od POprzedników, oraz długo oczekiwane rozpoczęcie formalnego Aktu Intronizacji w Łagiewnikach 19 listopada 2016 roku, odnośnie którego Pan Jezus powiedział poprzez swego proroka"Przyjmę intronizację od waszego Narodu, którą zaproponowali wasi biskupi...  Gdy nastąpią w swoim czasie w Narodzie i hierarchii stosowne zmiany, których oczekuję, wówczas powtórzycie Intronizację, ulepszając Ją o brakujące szczegóły." (Przekaz z dn. 25.10.2016)

 

A więc INTENCJA tej Nowenny będzie następująca:

 

O ZWIEŃCZENIE AKTU INTRONIZACJI JEZUSA CHRYSTUSA NA KRÓLA POLSKI ZGODNIE Z PLANEM BOŻYM

 

„Pragnę, by Moja Intronizacja odbyła się w Sanktuarium Jasnogórskim obok Mojej Najdroższej Matki – Królowej waszej Ojczyzny...  Jam, Jezus Chrystus, wam to przekazuję z wielkiej Miłości do waszego Narodu, że Moje miejsce jest razem z Moją Matką, która stała pod Krzyżem i Mnie porodziła z Ducha Świętego.” (Przesłanie z dn. 16.09.2016)

 

oraz dostosowanie praw państwowych do Praw Bożych (poczynając od pełnej ochrony życia), ponieważ tylko taka Intronizacja – pełna i na Bożych, a nie ludzkich warunkach – zapewni Polsce upragnione błogosławieństwo i bezpieczeństwo.

 

Nie ma żadnych ograniczeń w przyjmowaniu tajemnic do rozważania. Może to być 1, 2, 3, 5 dziesiątek, a nawet cały różaniec. Nie jest to jednak obowiązek, zawsze można zostać przy jednej.  Zgłaszać się można, jak poprzednio, bezpośrednio pod tym wpisem,  na mail msybirak@gmail.com  lub na Forum, gdzie są podane szczegóły:  http://urbietorbi-apokalipsa.net/pl/komentarze/temat/np-13

19 Listopad
Michał

Armia Jezusa Chrystusa Reszty Kościoła 

http://urbietorbi-apokalipsa.net/pl/ks/reszta.html

9 Listopad
Michał

BÓG OJCIEC: Dziś 7. dzień miesiąca i dziś jest dzień Mojego Święta. Dziś udzielam światu specjalnych Łask, szczególnie tym, co o to proszą Mnie, jako Ojca całej ludzkości. Mało, kto o Mnie pamięta i czci Mnie, a przecież i Ja zasługuję na cześć. Ja Jestem twój Bóg i Pan i proszę, aby kto tylko będzie mógł i chciał niech uczci Mnie w każdy 7. dzień każdego miesiąca, a w sierpniu dodatkowo w 1. niedzielę sierpnia. http://urbietorbi-apokalipsa.net/pl/ks/bog_ojciec.html

7 Listopad
Ewa
Ktoś z Was był?
Kryzysy? Po prostu trzeba je przetrwać Nie powiem: "idź, bo to jest fajne". Powiem raczej: "bądź otwarty na to, co przyniesie droga". O pielgrzymowaniu do Santiago de Compostela, nawróceniu i "Dniu świstaka" opowiada Szymon Pilarz.

 

Piotr Kosiarski: Podobno na Camino stary człowiek umiera i rodzi się nowy.


Szymon Pilarz: Wszystko zależy od osoby, od jej potrzeb, oczekiwań i nastawienia. Są ludzie, którzy na Camino, albo po nim, przeżywają wewnętrzną przemianę. Ale są również tacy, którzy nie doświadczają niczego szczególnego.


Camino można porównać do wyjścia na pustynię w wersji "light" i spędzenia tam trochę czasu. Jeśli ktoś ma wolę, aby poznać siebie, doświadczyć twórczo zaaplikowanego sobie trudu, zderzyć się ze swoimi słabościami, to ma szansę doznać wewnętrznej przemiany. Jeśli nie ma takiej woli, to - wracając do obrazu pustyni - znajdzie tam tylko piasek.

 

Autor przewodnika (fot. Szymon Pilarz)


Na Camino łatwiej spotkać Boga?


Bóg ciągle jest obok nas, ale to, czy chcemy poczuć Jego bliskość, zależy w dużej mierze od nas samych. Jeżeli zamkniemy nasze wnętrze na spotkanie z Nim, Camino nam nie pomoże.


A czy Tobie się udało?


Swoją przygodę z Camino rozpocząłem w 2007 roku i wtedy była to bardziej wyprawa, niż pielgrzymka. Chciałem sprawdzić, czy dam radę. Podobnie było podczas kolejnego Camino. Dopiero następne lata były prawdziwymi pielgrzymkami.


Odejście od turystycznego aspektu na rzecz pielgrzymowania było zatem procesem. Procesem niewątpliwie związanym z moim nawróceniem.


A zatem turystyczne przejście Camino też może być dobre.


Na pewno nie oceniałbym, że coś jest lepsze, a coś gorsze. Nie każdy przecież musi być na starcie religijny. Turystyczne pokonanie Camino może przecież stać się drogą do większej religijności, do pogłębiania wiary.


Chcę jednak zaznaczyć, że pielgrzymowanie na pewno jest pełniejsze. Ta droga jest wtedy tym, czym rzeczywiście ma być.


Czy szlak św. Jakuba pokonują ludzie szczególnie religijni?


Pielgrzymi zmierzający do Santiago de Compostela to w większości mieszkańcy Europy Zachodniej. Są to ludzie często mający w głowach swoisty duchowy miszmasz, albo wyznający jakiś własny synkretyzm religijny.


Pielgrzymują też osoby, poszukujące czegoś duchowego w swoim życiu, ale często przy tym antykościelne i mające jakiś uraz do Kościoła instytucjonalnego.


Ale do Santiago nie pielgrzymują wyłącznie osoby z Francji i Niemiec?


Bardziej religijni są mieszkańcy Europy Środkowej i Wschodniej, ale jest ich znacznie mniej na trasach caminowych. Innymi grupami, dość licznymi, są również Azjaci oraz pielgrzymi z obu Ameryk.


Religijność, albo jej brak, najlepiej zaobserwować na przykładzie frekwencji podczas Eucharystii. A to wygląda tak, że jeśli w jakimś miasteczku na noc gromadzi się 100 pielgrzymów, to na wieczornej Mszy spotka się od 10 do 25 osób.


Czy zapadło ci w pamięci jakieś szczególne spotkanie?


Po drogach Hiszpanii przeszedłem ponad 4,5 tys. km, ale nie pamiętam spotkania, które mnie jakoś szczególnie poruszyło. Było za to mnóstwo mniejszych spotkań, pokazujących inne spojrzenie na życie i świat, uczących czegoś w danej chwili.


Na Camino spotyka się wielu ludzi. Człowiek garnie się do poznawania innych szczególnie wtedy, gdy idzie sam.


A ty szedłeś sam.


Trzy razy szedłem samotnie, a czterokrotnie z osobą towarzyszącą. W większej ekipie nie chciałbym iść. W zasadzie najlepiej szło mi się samemu, choć pielgrzymki z drugą osobą także przynosiły dobre owoce.


Jakie myśli towarzyszą, kiedy wstajesz rano, zakładasz buty i bierzesz plecak?


W tym kontekście Camino kojarzy mi się trochę z filmem "Dzień świstaka", w którym główny bohater doświadcza co rano tego, że nowy dzień jest dokładnie taki sam jak poprzedni. Oczywiście na Camino nie jest codziennie tak samo, ale schematy kolejnych dni są bardzo podobne. Może to być nużące i irytujące tym bardziej, że wiąże się to z wysiłkiem fizycznym. Ale czy w życiu codziennym także nie mamy schematów?


"Dzień świstaka"? Myślałem, że powiesz "Droga życia".


Widziałem ten film i uważam, że jest całkiem udany. Choć mnie nie zainspirował, bo swoją przygodę z Camino rozpocząłem, zanim powstał. Gdy pierwszy raz poszedłem Camino w 2007 roku, kierowała mną raczej ciekawość. Gdy doszedłem do celu byłem zawiedziony i fizycznie rozbity. Dopiero kolejne wyprawy były coraz bardziej udane i przynosiły radość.


Kiedy pojawiają się największe trudności?


Kryzysy fizyczne przychodzą najczęściej w trzecim, czwartym dniu. Natomiast znużenie drogą pojawia się po jakichś dwudziestu dniach. Poza tym, na porządku dziennym są drobne dolegliwości typu otarcia, bąble.


Twój sposób na bolące nogi?


Nie ma tu cudownych rozwiązań. Najlepiej odpocząć. A jak nie można, to... iść dalej z bolącymi nogami. Może krótsze etapy? Może wolniejsze tempo? Przynajmniej dopóki organizm się nie wyleczy i nie przyzwyczai do trudu drogi.


Nie ma uniwersalnego sposobu na kryzysy, po prostu trzeba je przetrwać.


Treki, czy sandały?


W lecie można przejść Camino w solidnych sandałach. W pozostałych miesiącach lepiej iść w butach trekkingowych. Ale to kwestia indywidualna i zależy również od trasy.


A ty jaką trasę proponujesz?


Jeśli ktoś lubi integrację i poznawanie nowych ludzi, to - szczególnie w okresie letnim - polecam Camino Frances albo Camino Portugues. Jeśli ktoś chciałby mieć większy spokój, niech uda się na Camino de Madrid, Camino Primitivo, Camino del Salvador lub Camino del Norte.


Czego na pewno ze sobą nie brać?


Przede wszystkim należy stosować zasadę, by nie brać więcej, niż 10 kg bagażu. Dzięki niej, jeszcze podczas pakowania, wyeliminujemy wszystko, co jest niepotrzebne. Niezbędne rzeczy szybko zapełnią plecak, a jeśli w jakiś sposób przekroczymy limit, to i tak szybko pozbędziemy się zbędnego bagażu.


Co, jeśli nie znamy hiszpańskiego?


Damy sobie radę. Ale lepiej znać podstawy, bo to bardzo ułatwia życie. Na przykład podczas wybierania potraw z menu del peregrino, będziemy wiedzieć, co dostaniemy.


Jakie uczucie towarzyszy, gdy dochodzisz do grobu świętego Jakuba?


Kiedy pierwszy raz dotarłem do Santiago de Compostela miałem wszystkiego dość. Ale podczas kolejnych pielgrzymek czułem radość z wykonanego zadania i zamknięcia nowego etapu.


Dostałeś to, po co przyszedłeś?


Tak. Przede wszystkim pogłębiłem swoją wiarę, ale również rozwinąłem się duchowo i nabrałem pewności siebie. Pielgrzymowanie pomogło mi także znaleźć odpowiedzi na wiele pytań.


Co muszę zrobić, zanim wyruszę?


Zdefiniuj swoje potrzeby. Zadaj sobie pytanie, po co idziesz. Dopiero wtedy wyrusz w drogę. Bądź otwarty na wszystko, co się wydarzy i co ktoś do ciebie powie; nie zamykaj się w sobie. Wtedy być może uzyskasz odpowiedzi na pytania zadane na starcie.


Nie powiem: "idź na pielgrzymkę, bo to jest fajne", albo: "na pewno doświadczysz cudu". Powiem raczej: "idź i bądź otwarty na to, co przyniesie droga". Może spotkać cię bardzo pozytywne zaskoczenie.

 

Szymon Pilarz - historyk, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, z pochodzenia szczyrkowianin, wielokrotny pielgrzym do Santiago de Compostela. Autor przewodnika dla pielgrzymów.

 

Autor przewodnika z żoną (fot. Szymon Pilarz)

 

Muszla - symbol pielgrzyma i drogowskaz (fot. Szymon Pilarz)

 

Widoki zapierają dech w piersiach (fot. Szymon Pilarz)

 

Katedra w Santiago de Compostela (fot. Szymon Pilarz)



http://www.deon.pl/po-godzinach/podroze-wycieczki/art,526,kryzysy-po-prostu-trzeba-je-przetrwac-wywi...

20 Lipiec
Ewa
Któraś z Was kiedyś się nad tym zastanawiała?

A może Bóg chce, bym została... zakonnicą?

(II)
część pierwsza >>

2 października 1996

Wczoraj był początek roku akademickiego. Dużo zajęć. I studia pięcioletnie, a więc jeszcze trzy lata. To długo. Chciałabym je ukończyć. Od wczoraj będę odmawiać różaniec. Pozostawię wszystkie troski Maryi. „Ona z sercem swym matczynym nieustannie czeka, byś powierzył jej, co gnębi cię”. Wczoraj zauważyłam, że gdy modlę się na różańcu, przychodzą takie myśli, pragnienia i refleksje, które inaczej by nie przyszły. Rodzi się wewnątrz jakaś dobroć i żal za niewierność Bogu. Zaraz pójdę do kościoła na inaugurację roku akademickiego. Dlaczego zawsze tak bardzo boję się skorzystać z daru przebaczenia?

***

(...) Cały tydzień - dobry, ale u Pana będzie zapisany jako zły. Boję się czy nie chcę? Nie wiem. Wolę nie myśleć. A przecież sumienie krzyczy do mnie coraz głośniej, choć to zagłuszam. Co zrobić? Jak wziąć się za siebie? Dlaczego mam takie wyrzuty sumienia? Dlaczego muszę ciągle myśleć o sobie? Czy wszyscy tak się ciągle nad sobą zastanawiają? Na pewno nie. Te myśli mnie opętały, łącznie z tymi złymi. Mam mętlik, chaos i w ogóle jakieś rozkojarzenie, brak spokoju... To się musi skończyć. Później pomyślę. A może nie odkładać tego? (...)

***

Nie wyobrażałam sobie, że jeszcze raz zejdę na bok. A jednak. Jak to się dzieje i kiedy? Dlaczego? Czy ja tego chcę? To, że się boję pójść zaraz do spowiedzi to moja wina? Czy ktoś się tak boi jak ja? Jak można tak się bać?

Gdy patrzę na innych, zazdroszczę im i myślę, czemu ja się tak boję. Chyba to jest największa kara za popełnione grzechy. Chcieć, a nie móc. Ten lęk odbiera mi siły i uniemożliwia podejście do konfesjonału, a potem brnę z tygodnia na tydzień. Ale ja nie mogę tak sobie pójść. Nie mogę i już! Może to wszystko traktuję trochę inaczej. Przecież wiem, co to znaczy. To nie obrzęd. Mam doskonałą świadomość tego, co robię, co mnie czeka, co myślę i sama potrafię się ocenić. Choć nie wiem do końca, czy Bóg może być ze mnie zadowolony. Co o mnie sądzi?

***

(...) Rousseau twierdził, że człowiek ze swej natury jest dobry. Mylił się. A jeśli nie ma we mnie naturalnej dobroci, to dlaczego? Jak ma być, skoro jej nie ma? Jeśli jest wrodzona, to nie moja wina, że jej nie mam. Właściwie wszystko mogę wytłumaczyć. Ale jak stanąć w całej prawdzie czynu przed Bogiem bez okoliczności łagodzących? Pewien ksiądz powiedział na religii, że sądzi, iż tak będzie wyglądał Sąd Ostateczny. Przeraził mnie wtedy. Pomyślałam sobie, że może poproszę o pomoc śp. ks. prymasa Wyszyńskiego. Kiedyś robiłam to częściej. Ostatnio przestałam. Poproszę też Męczenników Podlaskich - jutro beatyfikowanych. Poproszę o pomoc, bo nie umiem się przemóc. Zawsze, gdy mam do wyboru myśli dobre i złe, wybieram te złe. Niby sama o tym decyduję, ale jakaś siła jakby mnie do tego popycha. Dziś muszę z tym skończyć!


6 października 1996

Dzięki Ci, Boże, i wam, bł. Męczennicy z Pratulina! Dziękuję za słowa kapłana. Postaram się je zapamiętać: „Pamiętaj, że nie jesteś najmądrzejsza, nie na wszystkim się znasz. Więcej pokory. Nie możesz naginać wszystkich do siebie. (...) Jest świadectwem wiary pozdrowić księdza, siostrę zakonną na ulicy. Nawet jest to oznaką kultury, że pozdrawiam osobę, która coś dla mnie znaczy”.

***

Postaram się już myśleć i postępować mądrzej, z poczuciem odpowiedzialności za to, co robię, co mówię o innych. Nie na darmo za pokutę miałam czytać o tym, że jak mogę kochać Boga, którego nie widzę, gdy nie miłuję bliźniego, którego widzę. Muszę się poprawić ze swojego stosunku do innych ludzi. Nie wolno mi ich oceniać, zwłaszcza tak krytycznie, i mam mieć więcej pokory co do siebie. Nie wolno mi też wstydzić się wiary. Zmienię to i dodam do tego cierpliwość. Jestem chyba zbyt wybuchowa i nie umiem spokojnie wytrzymać, jak mnie coś zdenerwuje. Język mam jednak niewyparzony.

Muszę też zapamiętać te słowa: Jak możesz tymi samymi ustami chwalić Boga i przeklinać? Czy to dodaje blasku moim wypowiedziom? Tak bardzo mocno nie klnę, ale kiedyś w ogóle nie używałam takich słów, chyba mogę i teraz. I muszę się modlić, koniecznie. To uspokaja, oczyszcza, podnosi na duchu, dodaje wiary, umacnia. Nie wolno mi stracić kontaktu z Bogiem. On mnie przygarnął jeszcze raz i w swojej duszy słyszę słowa: Bardzo mnie boli twój upadek, ale zawsze ci przebaczę. One wyciskają mi łzy z oczu. Bądź błogosławiony, miłosierny Boże. Nie wiem, co powiedzieć. Pomilczeć i rozpłakać się i tak podziękować. Panie Jezu, nie pozwól mi już nigdy odłączyć się od Ciebie. Matko, którą tak pięknie dziś w kazaniu określił ks. biskup z Łowicza - nie opuszczaj mnie. Okaż, że jesteś Matką. Proszę też za papieża, o szczęśliwą operację. Maryjo, Królowo różańca świętego, od dziś będę go odmawiać.

***

Jak dobrze i jak wesoło! I nauka mi wychodzi, i spokój wewnętrzny, i radość, i mogę zawołać do Boga: Ojcze! I popatrzeć bez smutku w niebo, choć z żalem, wstydem, pokorą, ale i z radością. Bóg jest dobry. To nie On mnie zostawia, ale ja Jego. „Nie możemy godzić się na słabość” - pisał papież. Nie mogę i ja. Dziękuję Ci, Jezu, że dałeś mi przeżyć kolejne nawrócenie, doczekać go. Proszę, bym zawsze była odtąd gotowa na spotkanie z Tobą. Czy to będzie niedługo? Nie wiem, czemu, ale tak mi się zdaje. Bądź wola Twoja. (...)


23 października 1996

Co ja się ze sobą mam! Znów nie jest dobrze. Opuszczam modlitwę różańcową (dostałam od koleżanki różaniec pobłogosławiony przez Ojca Świętego). Niby nic złego nie robię, a jednak za dużo mówię źle o innych, za dużo marzę, za długo przeglądam się w lustrze, wyobrażam sobie coś, rysuję, za dużo jem. Nie jestem zadowolona z katechezy, na którą chodzę. Dziś pomyślałam, że nigdy w moim życiu nie było takiego czasu, o którym mogłabym powiedzieć: wtedy byłam szczęśliwa. Ja sobie to wmawiałam i tak robię do dziś. Tak wielu rzeczy nie mam, niektórych się wstydzę, innych zazdroszczę. Marzę o tym lub o tamtym. Z jednej strony miałam szczęście, bo mogło być gorzej, ale właściwie czemu było źle? Czegoś mi wciąż brak. Jestem taka dziwna: ani radosna, ani smutna. Dziadek śpi, a ja rozmyślam zamiast się uczyć.


9 listopada 1996

Chwycił mnie żal. No bo jak długo można omijać Boga i żyć w takim chaosie? Z pewnością prawdziwe są słowa: „niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”. Chcę Go znów przeprosić. Wiem, że mi przebaczy. Najpierw jednak pomodlę się na różańcu. Mam wewnętrzne przekonanie o mocy tej modlitwy. Tak długo całą moją modlitwą było przeżegnanie się i chaotyczne myśli. Dziś się pomodlę z nadzieją. Co będzie jutro? Napiszę jutro.


10 listopada 1996

Wieczór. Wreszcie spokój i radość. Mogę swobodnie się uśmiechnąć. Jestem wdzięczna księdzu, który mi poradził codziennie wieczorem robić rachunek sumienia, modlić się za grzeszników i czytać Pismo Święte. Postaram się. Wiem, że to musi pomóc. Przeszedł mi wreszcie ten lęk potworny. Nie może się to więcej zdarzyć! Nie może. Muszę się kontrolować, przecież jestem w stanie.


1 grudnia 1996

To nie tak miało być. Co mi jest? Poprawiam innych, a nie umiem siebie ogarnąć. Było źle. Dziś przyszła refleksja w pierwszą niedzielę Adwentu. Na przekór sobie zrobię postanowienia.

17 grudnia 1996

Za tydzień święta. Postanowień dotrzymuję. Może są one drobne, ale rzecz dziwna: można się obyć bez tych rzeczy i zajęć, które wydawały mi się tak konieczne jak powietrze do oddychania. Teraz wiem, że, aby się pozbyć nałogu, trzeba zgodzić się wewnętrznie na zmianę. Najtrudniej jest się zdecydować, pokonać obawy, że się nie wytrzyma, że to na nic. Ale nie pozwolę, dopóki będę mieć rozum w głowie, aby mnie cokolwiek zniewoliło. (...)


Styczeń 1997

Nie pisałam już trzy tygodnie. W międzyczasie były rekolekcje. Dotarły do mnie. Czuję radość, a to dobry znak. Za dwa dni jadę do domu. Teraz patrzę na swój dom nieco inaczej. To miejsce gdzie poznawałam Boga, doświadczałam Go stopniowo i zaczynałam kochać coraz mocniej. Pamiętam te noce, bardzo wiele ich było, gdy wszyscy spali, panowała idealna cisza, a wtedy ja, klęcząc, rozmawiałam z Bogiem, jakby był tuż przy mnie, nade mną, obok, gdzieś bardzo blisko. To były długie rozmowy. Pamiętam też chwile i mniej radosne, ale po co do nich wracać. Już późno... Muszę iść spać. Czy można pomodlić się tylko myślami? (...)


20 marca 1997

Trochę czasu minęło od ostatnich moich zapisków. Dziś już 20 marca. Właśnie wymieniono nam okna. Kończę sprzątanie. Skończyły się już drugie moje praktyki w szkole, bardzo miłe. Kończy się też Wielki Post. Chciałabym zapisać jak przygotowuję się do Świąt Wielkanocnych. Nie jest całkiem źle ani zupełnie dobrze. Piszę oczywiście o moim życiu duchowym, bo w szkole oceny mam wyśmienite, a poza tym jestem raczej lubiana, więc czuję się bardzo dobrze. Chciałabym czuć się wewnętrznie tak, jak na zewnątrz. Bo znów czegoś mi brak, jakiejś siły, mocy, chęci, zdecydowania, poświęcenia... no nie wiem sama, czego tak naprawdę mi brakuje, aby mieć poczucie właściwego spełniania obowiązków chrześcijanina. Właśnie pewności mi brakuje. Ciągle coś mi mówi, że to nie tak powinno być. Nie mogę powiedzieć, bym całkowicie miała spokojne sumienie.

Zawsze, kiedy zwracam się do Boga, kiedy spoglądam na krzyż, śpiewam jakąś pieśń religijną, odzywa się we mnie poczucie winy. To już chyba zawsze tak będzie.


30 marca 1997

Pierwszy dzień Wielkanocy. Dobry dzień. Może nawet bardzo. Bardzo mądre i głębokie kazanie na Mszy św. Radość ze spotkania z Chrystusem. Podziękowanie, że wszystko jest dobrze w domu. Nawet nowy samochód. Niespodzianka. Wcześniej było spotkanie z M. Bałam się, ale było nadzwyczaj udane. Rozstaliśmy się jak para starych, dobrych przyjaciół. On chciałby mieć mnie za żonę. Cóż, nie wiem nawet, czy go lubię. On po prostu jest dobrym, porządnym chłopakiem. Rzadko się dziś takich spotyka. Ideał na męża. A mnie nic w nim nie pociąga. I dlatego wymyśliłam tyle przeszkód uniemożliwiających nasze spotykanie się. Dlaczego ciągle tak się dzieje, że zawsze, gdy ktoś mnie pokocha, on sam mi się nie podoba? Czy jestem zbyt wymagająca? Coraz częściej myślę, żeby wyjść za mąż z rozsądku, skoro nie mogę z miłości. Kiedyś próbowałam udawać miłość, ale na dłuższą metę to zbyt męczące, chociaż możliwe.

Powiedziałam o wszystkich moich lękach i obawach mojemu Panu w dzień Jego zmartwychwstania. Prosiłam, aby Sam za mnie wybrał, bo przecież On najlepiej wie, co jest dla mnie dobre. Pomyślałam też, że warto coś zachować z postanowień wielkopostnych. To kształtuje charakter i wyrabia silną wolę. Pomyślę nad tym.


6 czerwca 1997

Jest dobrze. Miłosierdzie chyba otwarło się nade mną. Muszę dziś sporo powiedzieć mojemu Panu. W ten dzień przyobiecał On przecież zdroje łask dla tych, którzy odwołają się do Jego Miłosierdzia. Muszę przyznać, że dopiero dziś uświadomiłam sobie, ile razy ciągu swojego życia doznałam opieki Boga i korzystałam z Jego Miłosierdzia. W jaki sposób człowiek może Bogu za to podziękować? - Panie, „zechciej przyjąć moje milczenie i naucz mnie życiem dziękować”. (...)

Przypomniało mi się właśnie to, co powiedział św. Paweł: „Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”. Ja się rzeczywiście tak czuję. Ciągle zaś nie wiem, co będzie ze mną. Zapytam dziś wieczorem mojego Pana. Czy mi odpowie jak jednemu z apostołów na podobne pytanie?

To dziwne, że wiem, co czeka mnie po śmierci, a nie znam swojej najbliższej przyszłości. Widzę się w roli żony (może M.). Ale nie, chyba nie jego. Widzę się też w roli... znów boję się tego słowa. (...)


Następne fragmenty dostępne tutaj: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZF/ZFS/echo201520_zakonnica.html
18 Lipiec
Twoja
Kontrowersyjne świadectwo o seksie przed ślubem
Wiem, że nie zostanie to opublikowane, być może zostanę potępiona i moja wiadomość trafi w trybie natychmiastowym do kosza, ale mimo wszystko chcę to napisać. Nie będzie to świadectwo czystości, co jest oczekiwane. To moja prawda.


Kocham Boga. Nie jestem idealna, nie zawsze postępuję dobrze, być może jestem daleko od Niego, ale nie wstydzę się mówić wszem i wobec, że kocham Boga, wierzę w Niego i kiedy ktoś mówi, że jest ateistą, żal ściska mnie w sercu.


Jednak kocham też jeszcze kogoś, kocham mojego chłopaka, przyjaciela, kogoś kto zostanie moim mężem i będzie przy mnie, wiem o tym! Jak pewnie się domyślacie nie jesteśmy 'czyści'. On jest moim pierwszym partnerem. Znamy się od dziecka, kocham go od kiedy pamiętam, od kiedy zaczęłam zauważać, że jestem kobietą i że podobają mi się koledzy.


Tak, wiek dojrzewania, hormony, to było wtedy. Zawsze wiedziałam, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Jednak droga do naszego szczęścia była kręta, ponieważ moja miłość była niegdyś nieodwzajemniona.


Jednak wierzyłam, że kiedyś będziemy szczęśliwi. Straciłam z nim dziewictwo, kochaliśmy się i nie zmieniło to nikogo z nas na gorsze. Wręcz przeciwnie, on się bardzo zmienił, wydoroślał, oszalał na moim punkcie, nie potrzebował i nie potrzebuje nikogo innego, tylko mnie.


Ja nie potrafiłabym być z innym mężczyzną. Planujemy ślub, chcemy mieć dzieci, żadne z nas nie dąży na dno, wiemy, że się kochamy i tę miłość okazujemy sobie w 100 %. Wspieramy się i staramy, aby każdy dzień razem był wyjątkowy.


Nie twierdzę, że osoby które utrzymują czystość do ślubu są złe, to świetnie. Kobieta musi się szanować. Ja szacunek do siebie mam, dlatego, że oddałam się mężczyźnie, którego kochałam bezgranicznie i nie było ważne dla mnie jak potoczą się nasze losy, bo taka miłość może się już nie zdarzyć.


Ktoś kiedyś napisał na tym portalu, że seks przed ślubem zniszczył tego kogoś związek. Tak, niszczy na pewno - jeżeli ktoś w ten sposób wytłumaczył sobie niepowodzenia. U nas niczego nie zniszczył, z dnia na dzień kochamy się coraz mocniej i dążymy do tego, aby w końcu mówić do siebie mężu i żono.


Bóg kocha swoje dzieci i cieszy się ich szczęściem, więc dlaczego miałby potępiać miłość, która jest najpiękniejszym uczuciem na świecie i jej wyrazy? Niech każdy podąża swoją drogą, w miłości Bożej, ale w zgodzie z samym sobą, bo tylko wtedy odnajdzie prawdziwe szczęście i właściwą drogę. Dla każdego inną.

 

 

12 Lipiec
Ewa
"Zawsze dziękuję Panu Bogu, że wracam cały i zdrowy z akcji". Posłuchaj, jak o swojej pracy mówią ludzie, którzy codziennie ryzykują życie by ratować innych. 
1 Lipiec